Yes, the Leica T is a niche product, and yes, it’s expensive. We can argue about the T all day long but in the end, it’s just a camera and all that really matters is that it takes photos that its owner is happy with. And the Leica T gets this so right; it renders images in a way I love. Yes, the Sony RX1 is technically superior and more affordable, but to get the Sony’s images to look the way I wanted required a lot of fiddling around. For the longest time, I had spent more time making corrections than shooting photos. I’m now far more focused when I’m taking photos and try to actually put some care into my shots. This camera has made me realize the essence of taking photos again and that’s doing much more than what was advertised.

Na blogu Minimally minimal pojawiła się rozszerzona recenzja Leiki T. Zazwyczaj aparaty tej firmy traktowałem z dużą dozą dystansu, głównie ze względu na ich cenę. Nie można im jednak było nigdy odmówić świetnej jakości wykonania, wzornictwa i jakości obrazu.

Powoli zaczynam szukać dla siebie nowego aparatu, który rozwiązał mi wszystkie problemy jakie mam z lustrzanką. Szukam czegoś małego co jednocześnie zapewni mi odpowiednio wysoką jakość obrazu i odwzorowanie kolorów, które jest najbardziej zbliżone do tego, co zawsze próbuję uzyskać w postprodukcji. Czytając recenzję Andrew Kim’a mam wrażenie, że Leica T mogłaby znaleźć się na mojej krótkiej liście. Mogłaby, ale ze względu na cenę (około 13 tysięcy złotych z obiektywem Summicron-T 23/2) raczej się na niej nie znajdzie. Na zdjęciach Andrew widzę fantastyczne odwzorowanie kolorów. Szczególnie zielenie są piękne. Niebieski może chwilami może zbyt nasycony jak na mój gust, ale całość składa się na bardzo fajny analogowy wygląd. Poproszę o coś takiego za połowę ceny.

Nadal faworytem jest FujiFilm.

PS. Jeśli ktoś, tak jak ja, ma problemy z odmianą nazwy tej niemieckiej firmy przez przypadki to niech zajrzy tutaj.