Dzisiaj porozmawiamy o kopiach zapasowych. W ostatni weekend miałem przykre doświadczenie z kością RAM w moim Macbooku. Zwyczajnie wzięła się i padła. Niestety awarie RAMu mają to do siebie, że bardzo często powodują błędy na dysku. Mój komputer zwyczajnie przestał się uruchamiać z dysku systemowego, a zamiast tego zapałał wielką miłością do partycji odtwarzania systemu. Zaczęła się walka o dane.

Jak już udało mi się zdiagnozować, że przyczyną wszystkich moich problemów jest RAM zakupiłem nową kość. Po włożeniu jej do komputera zabrałem się za odtwarzanie danych. Jestem jedną z tych osób, która robi kopie zapasowe, a nie będzie je robić w przyszłości ;) Podłączyłem dysk z partycją Time Machine, uruchomiłem odtwarzanie i poczekałem grzecznie te kilka godzin do zakończenia kopiowania danych.

Winowajca

Po ponownym uruchomieniu komputera rad, że szybko udało mi się zażegnać kryzys, zdębiałem kiedy zobaczyłem w docku OS X szereg ikonek ze znakiem zapytania. Co ciekawe znak zapytania miałem również na Preferencjach systemowych… Wyglądało to tak jakby odtwarzanie zostało przerwane, a system uruchomił się niekompletny. Przy części programów po próbie uruchomienia pojawiał się komunikat, że program jest uszkodzony. Po ponownym sprawdzeniu sprzętu i upewnieniu się, że wszystko jest w porządku ponownie uruchomiłem odtwarzanie. Kolejne godziny oczekiwania, kolejne ponowne uruchomienie i kolejny zawód. Tym razem wydawało się, że jest trochę lepiej, ale nadal braków było dużo.

Spróbowałem innego podejścia. Najpierw zainstalowałem czystą kopie OS X i na koniec instalacji wybrałem opcję kopiowania danych z kopii zapasowej. Odtworzenie tym razem dało tyle, że wszystkie narzędzia systemowe miałem kompletne. Zacząłem grzebać po backupach i co się okazało? Kopie zapasowe były uszkodzone. Time Machine odtwarzało mi dokładnie taki stan, jaki znajdował się w ostatnim backupie. Wydaje mi się, że jedyny folder jaki został uszkodzony to ten z aplikacjami. Ostatnia kopia zapasowa zawierała ich 98 z czego część uszkodzone. Kiedy cofnąłem się do 30 stycznia, to aplikacji nagle było ponad 180. Przez blisko tydzień wszelkie kopie tego folderu były uszkodzone.

Zastanawiam się czy nie jest to wina kopniętego RAMu. Nie wyłączam komputera tylko go usypiam i może dlatego przez tydzień udało mu się funkcjonować z kopniętą kością zanim nie padła partycja. To tylko moje gdybanie.

Dobry system backupowy

Zastanówmy się zatem czym powinien charakteryzować się dobry system tworzenia kopii zapasowych. Po pierwsze dobra kopia zapasowa powinna zapewniać możliwość odtworzenia stanu, jaki w niej był zapisany. Tutaj to zadziałało, bo udało się dane odtworzyć. Problemem było to, że stan zapisany w kopii nie był obrazem tego, co było w moim systemie. I tu trafiamy na punkt drugi – kopia zapasowa powinna odzwierciedlać wiernie to czego kopię robimy. Jest to w sumie definicja słowa kopia. Tutaj Time Machine poległ po całości.

Kiedy przygotowuję kopię jakiegoś systemu, to bardzo często jednocześnie tworzy się mechanizm, który weryfikuje czy kopia została wykonana prawidłowo. Przy przesyłaniu jej na zasoby sieciowe sprawdza się chociażby czy sumy kontrolne plików zgadzają się na obydwu systemach. Wykonuje się również próbne odtworzenia, aby mieć pewność, że w razie awarii będziemy mieli możliwość szybko przywrócić system do działania.

Wady Time Machine

Zdarzało mi się już odtwarzać system z Time Machine i nie miałem z tym większych problemów. Trochę niepokojące było to, że co kilka miesięcy Time Machine oznajmiał mi, że wystąpił jakiś problem z backupem i kopię zapasową należy zrobić od zera. Z jednej strony myślałem, że to dobrze, że się zorientował i mi to zasygnalizował, ale z drugiej zastanawiało mnie co by się stało jeśli miałbym awarię zanim to sprawdzenie nastąpiło.

Możliwe, że teraz natknąłem się na taką sytuację. Mogę teraz stwierdzić, że weryfikacja kopii zapasowych w Time Machine zdecydowanie szwankuje. Czyżby kopia nie była sprawdzana za każdym razem kiedy jest wykonywana? Nie jest sprawdzana integralność całego archiwum? Time Machine wykonuje kopie przyrostową, a ta jest dużo cięższa w weryfikacji niż zwykły klon. Być może ze względu na zasoby jakich wymaga nie jest ona wykonywana za każdym razem.

time_machine_image_mini.jpg

Jakie błędy popełniłem

Najważniejszym błędem jakiego się dopuściłem było poleganie prawie wyłącznie na Time Machine. Porządny system tworzenia kopii zapasowych powinien uwzględniać tworzenie przynajmniej dwóch kopii, z czego jedna powinna znajdować się w odległym miejscu po to, żeby chociażby pożar mieszkania nie zniszczył wszystkich backupów naraz. Jednakże w ten sposób archiwizowałem tylko zdjęcia.

Posiadam przynajmniej dwie kopie każdej mojej fotografii, z czego jedną trzymam na serwerach Amazona z wykorzystaniem usługi Amazon Glacier. Pewnego dnia dokładnie Wam opisze jak wygląda mój cały workflow począwszy od zgrania zdjęcia z aparatu, aż po jego archiwizację.

Częstotliwość kopii zapasowych też pozostawiła wiele do życzenia. Backup wykonuje u mnie się w domu, kiedy mam włączony komputer. Archiwum trzymam na dysku sieciowym i dlatego mój komputer musi być włączony dłuższą chwilę, aby kopia się wykonała. Poprzedni tydzień akurat miałem dosyć ruchliwy, więc komputera w domu nie wyjmowałem. Przez to kopie się nie wykonały. Co prawda mam włączone Mobile Backups, ale żeby te kopie zadziałały to muszą być przerzucone w końcu na Time Machine.

Co zamierzam zmienić

Z Time Machine będę korzystał trochę inaczej niż do tej pory. Zakupię nowy dysk twardy na USB i na nim będę trzymał archiwum. Nie na zasobie sieciowym. Będę miał go podłączonego, kiedy jestem w biurze. Wtedy przez 8 godzin w ciągu dnia backupy będą się mogły wykonywać bez przeszkód i co ważne wykonają się szybko. Dysk wykorzystywany do tej pory na Time Machine przeznaczę na stworzenie klona mojego dysku. Z pewną częstotliwością będę go odświeżał – najprawdopodobniej raz w tygodniu.

Muszę pomyśleć również o jakiejś kopii zapasowej w sieci. Glacier raczej odpada, bo moje dane zmieniają się szybciej niż zdjęcia. Backblaze i Crashplan to bardzo ciekawe usługi, ale przy 6 megabitach wysyłania danych i około 400 GB danych na dysku mija się z celem. Być może selektywny backup jest rozwiązaniem?

Jak widzicie mam trochę wniosków do wyciągnięcia. Wy natomiast macie okazję się nauczyć na moich błędach do czego Was zachęcam. Jak tylko opracuję pełną procedurę kopii zapasowych dla mojego systemu, to na pewno nie omieszkam się nią z Wami podzielić.