W piątek wybrałem się na małe spotkanie ze znajomymi. Jadąc na miejsce miałem okazję zaobserwować zjawisko o jakim się często czyta w internecie czy słyszy w telewizji. Jestem osobą, która ma wiele zaufania do ludzi i wierzy w ich wewnętrzną dobroć. Według niektórych opinii jestem wręcz naiwny w tym względzie. Chyba jest w tym trochę prawdy. Dlatego też zaobserwowana scenka mnie lekko zszokowała.

Spotkanie, na które jechałem, miało odbyć się w centrum Warszawy. Piątek wieczór, mnóstwo ludzi na mieście. Skrzyżowanie Świętokrzyskiej i Marszałkowskiej to jedno z bardziej ruchliwych miejsc stolicy. Idę po ulicy i widzę, jak jakiś facet mocno szarpie kobietę. Ewidentnie próbuje ją zmusić do czegoś na co ona nie ma ochoty. Wygląda jakby ta sytuacja trwałą już chwilę. I wiecie co? Nikt na to nie zareagował. Zwróciłem facetowi uwagę, chwilę podyskutowaliśmy i trochę się uspokoił. Zaniechał rękoczynów. Kilka minut i sytuacja była rozwiązana. Chwilę po tym jak zacząłem dyskutować z tym człowiekiem całą sprawą zainteresował się inny przechodzień. Nie wyglądał na Polaka.

Nie ważne o co tej parze poszło. Nie ma to najmniejszego wpływu na sytuację. Sednem całej sprawy jest to, że w centrum największego miasta w Polsce w godzinach szczytu na środku ulicy znajduje się jeden damski bokser i nikt nie reaguje. Czy to znaczy, że istnieje przyzwolenie na takie zachowanie w naszym kraju? Jak nikogo to nie burzy, to chyba taki wniosek można wyciągnąć.

Często w takich przypadkach słyszy się, że ludzie boją się reagować, żeby im nie stałą się krzywda. Mnie może jest odrobinę łatwiej ze względu na to, że jestem dosyć postawnym facetem. Ludzie boją się, że ktoś ich pobije lub jeszcze gorzej wyciągnie nóż. Zgoda – faktycznie coś takiego może się zdarzyć, ale nie trzeba interweniować bezpośrednio. Można narobić szumu, żeby inni się zainteresowali, lub po prostu stanąć z boku i zadzwonić na policję. Czy to tak dużo wysiłku, że nikt nie chciał się tego podjąć?

Nie wiem jak dużo czasu upłynie zanim ludzie zdadzą sobie sprawę z tego, że sami są odpowiedzialni za swoje bezpieczeństwo. Jeśli nikt w takich sytuacjach nie reaguje, to ludzie tacy jak ten facet czują się bezkarni i wydaje im się, że mogą wszystko zrobić. Bardzo łatwo jest po fakcie psioczyć na policję, że jej nie było kiedy była potrzebna. A kto ją wezwał? Wydaje mi się, że w policji nie zatrudnia się jeszcze etatowych jasnowidzów i telepatów, którzy w magiczny sposób wykrywają takie przypadki. Nie da się również ustawić policjantów na każdym rogu. Z resztą wtedy pewnie znaleźli by się tacy, którzy by krzyczeli, że żyjemy w państwie policyjnym.

Chciałbym doczekać takiej sytuacji w Polsce, kiedy ludzie na ulicy nie mieliby innych zwyczajnie w dupie i pokazaliby, że zależy im choć odrobinę na swoich rodakach. Tylko w ten sposób będziemy mogli poczuć się bezpiecznie i komfortowo w naszym kraju. Następnym razem, jeśli ktoś z Was zobaczy podobną sytuację to proszę – przystań na chwilę i wykonaj ten jeden telefon. Pomyśl jakbyś chciał, żeby inni się zachowali, jak sam byłbyś w takiej sytuacji. Zareaguj adekwatnie. Skończ ze znieczulicą!

Fotografia na licencji Creative Commons Kuba Bożanowski.