Z reguły nie pisze recenzji filmów, bo co ja o nich wiem? Jednak ostatnio mam wrażenie, że jeżdżenie przez niektórych po najnowszym dziele Petera Jacksona stało się pewnego rodzaju sportem. Ponieważ udało mi się w końcu obejrzeć najnowszą część Hobbita, to postanowiłem zatem wtrącić moje trzy grosze. Jest kilak rzeczy, które mi się w niej podobały, inne trochę mniej. Przedstawię swój punkt widzenia.

Każdy ma inne podejście do oglądanych filmów oraz posiada inny gust. Jest takie powiedzenie, że o gustach się nie dyskutuje, a jednak cały czas to robimy. Jedni lubią kino bardziej inteligentne, a jeszcze inni z kolei bardzo dobrze bawią się przy łatwym kinie hollywoodzkim. Ja zaliczam się do drugiej kategorii. Wiem, modne jest teraz pozowanie na inteligenta, który niszowe kino ma w małym palcu, jednak to nie jestem ja.

Kino dla mnie to odskocznia od codzienności. Lubię po ciężkim dniu pracy rozłożyć się przed telewizorem i puścić coś łatwego w odbiorze. Nie znaczy to, że nie jestem w stanie zauważyć i docenić pewnej wizji artystycznej w bardziej ambitnym kinie. Ostatnio obejrzałem Wielkiego Gatsby’ego z genialną rolą Leonardo Di Carpio. Widząc wcześniej krytyczne głosy wobec tego filmu nie spodziewałem, że mi się spodoba. Jednak przerysowane postacie i cała wizja artystyczna tego filmu bardzo przypadła mi do gustu i bawiłem się przy nim przednio.

hobbit2_mini.jpg

Dlaczego piszę ten przydługi wstęp? A to dlatego, że mam wrażenie, że głosy krytyczne wobec drugiej części Hobbita wynikają z przerośniętych wymagań wobec filmu, który wcale nie aspiruje do miana kina dla koneserów.

Fantasy

Jest to opowieść stworzona na podstawie książki J.R.R. Tolkiena. Miłośnicy fantastyki na pewno znają tę postać. Jest to jeden z prekursorów współczesnej literatury fantasy. Stworzył on książki bardzo różne w odbiorze. Mamy Silmarillion, który jest tak męczący, że nie znam osoby, która przez niego przebrnęła, a wielu próbowało. Władca pierścieni już jest dużo bardziej przystępny o ile przebrnie się przez opis hobbitów, który go rozpoczyna. No i mamy Hobbita, który jest lub był (nie jestem na bieżąco) lekturą w szkole podstawowej.

Literatura fantasy narzuca swego rodzaju konwencję. Przedstawia fantastyczne światy bogate w różnego rodzaju postacie. Mamy mitycznych bohaterów o niemal nadludzkiej sile i bohaterów z przypadku, którzy są wplątywani w wydarzenia mimo swojej woli. Ze światem rzeczywistym ma niewiele wspólnego, dlatego posiada wielu fanów jak i antyfanów. Ci pierwsi są przyzwyczajeni do wielotomowych opowieści, których nie poznajemy w ciągu jednego wieczoru.

Realizm

Przejdźmy jednak do samego filmu. Jednym z najczęściej się pojawiających zarzutów jest to, że film jest mało realistyczny. Sceny walk zaprzeczają prawom fizyki. Bohaterowie pokonują niezliczone zastępy orków, pająków, a nawet są w stanie wywieść w pole smoka. Ludzie! To jest bajka stworzona na podstawie bajki! Na prawdę spodziewacie się tutaj realizmu?

Jeśli tak podchodzicie do sprawy to dlaczego w filmach akcji nie czepiacie się, że kule z kałasza odbijają się od samochodów, jeśli w rzeczywistości standardowym nabojem z tego karabinu można przestrzelić szynę kolejową? W tego rodzaju filmach bohaterowie też są niezniszczalni, a jakoś nikt twórcom tych filmów tego nie nie wypomina. W przypadku Hobbita należy dać mu jeszcze więcej swobody na odejście od realizmu, bo to jest bajka. Dlatego jak oglądałem ten film to wcale nie przeszkadzał mi Legolas skaczący po głowach krasnoludów, którzy dryfowali w beczkach po rzece. Scena ta miała wydźwięk typowo humorystyczny i jako taką ją odebrałem. Nie było to szydzenie z inteligencji widzów.

hobbit4_mini.jpg

Fabuła

Kolejnym punktem spornym w opiniach o Pustkowiu Smauga jest fabuła. Nie jest ona górnych lotów. Widać tutaj dużo elementów, które zostały dodane po to, żeby film wydłużyć. Nie kuły mnie jednak w oczy tak mocno jak zakończenie trzeciej części Władcy pierścieni , gdzie pożegnanie trwa ze 30 minut. Come on! Po trzygodzinnym filmie i wypiciu litra Coli na prawdę nie mam ochoty oglądać ckliwych pożegnań. Na Hobbicie , aż tak się nie wynudziłem, ale niektóre osoby mogłyby. Moja żona na pewno by usnęła.

Trzeba jednak zauważyć, że tak krótka książka, jaką jest Hobbit nie nadaje się za bardzo na trylogię trwającą łącznie pewnie z 9 godzin. Peter Jackson ma chyba słabość do trzyczęściowych dzieł, ale w tym przypadku mam wrażenie, że było to zrobione trochę na siłę.

hobbit1_mini.jpg

Pod względem plastycznym film bardzo mi się podobał. Widać rozmach przedstawionego świata. Samotna góra prezentuje się na prawdę majestatycznie. Użyte barwy w postprodukcji skutecznie przypominają o tym, że jest to historia fantasy, ale chwilami mi to przeszkadzało. Przy zachodach słońca barwy były zdecydowanie przejaskrawione. Pięknie prezentowały się sceny nocne i tym nie mam nic do zarzucenia.

HFR

Przy okazji Hobbita nie sposób nie wspomnieć o HFR, czyli o tym, że film został nakręcony z prędkością 48 klatek na sekundę. Efektem tego jest to, że wszystkie sceny są bardzo płynne. Powiedziałbym nawet, że nienaturalnie płynne. To drugi film, który widziałem nakręcony w tej technologii (pierwszym był pierwszy Hobbit) i chyba się do tego nie przekonam.

Technologie upłynniające ruch oglądanych materiałów filmowych są już od jakiegoś czasu dostępne w sprzedawanych telewizorach. Między producentami jest bardzo widoczny wyścig na ilość Hertzów. Kiedy kupuje nowy telewizor to jest to jedna z pierwszych rzeczy jakie wyłączam. Obraz widoczny na ekranie, który używa tych technologii jest bardzo zbliżony do tego co zobaczyłem na Hobbicie. Kino nie powinno dążyć do perfekcji pod względem jakości obrazu. To co oglądamy na ekranie jest wymyślone i z rzeczywistością często nie ma wiele wspólnego. Po co w takim razie próbować wywołać wrażenie, że coś jest super rzeczywiste? Niestety obawiam się, że postępu nie zatrzymamy i będziemy widzieć coraz więcej filmów powstających z wykorzystaniem tej technologii. Zapominamy, że piękno tkwi w niedoskonałościach.

hobbit3_mini.jpg

Podsumowując: apeluję do Was – do kina idziecie dla rozrywki, więc wyluzujcie jeśli coś nie do końca jest takie, jakie miałoby być w realnym świecie. Po kinie ambitnym oczekujcie wyzwania intelektualnego, a film typu Hobbit niech będzie dla Was luźną rozrywką. Jeśli nie lubicie tego typu kina, to po prostu na nie nie chodźcie. Kto Was zmusi?

To nie jest recenzja tylko kilka moich luźnych opinii o tym filmie, dlatego nie będę dawał mu oceny. Ja mile spędziłem czas poświęcony na jego obejrzenie. Jeśli jesteś miłośnikiem kina z głębią – odpuść go sobie. Jeśli oglądasz filmy dla rozrywki to możesz się dobrze bawić.