Za nami kolejna w tym roku konferencja Apple, która przyniosła sporo nowości. Część z nich znaliśmy już wcześniej, część jak zwykle pojawiła się w plotkach, a część tym razem była lekkim zaskoczeniem. Hasło zapraszające na konferencję brzmiało “We still have a lot to cover”, zatem mogliśmy się spodziewać wielu nowości. Jak zwykle jestem lekko spóźniony ze swoim opisem, ale zawsze daje sobie krótki czas na przetrawienie tego co zobaczyłem. Zapraszam na krótki przegląd zaprezentowanych nowości.

Jak zwykle Apple rozpoczęło konferencję od pochwalenia się wynikami. Nie tak dawno – przed miesiącem – byliśmy świadkami najlepszego pierwszego weekendu sprzedaży nowego iPhone’a. Sprzedanych zostało 9 milionów sztuk iPhone’a 5S i 5C razem, zatem jest się czym chwalić.

OSX Mavericks

Na pierwszy ogień poszedł OS X Mavericks, o którym już sporo wiedzieliśmy po tegorocznym WWDC. Premiera była przewidywana na tej konferencji i tak też się stało. O Maverick’sie pisano już dużo więc nie będę przepisywał tego co inni już napisali. Jesteśmy po długiej fazie beta i niespodzianek raczej nie mogło być.

Jednak jednym Apple zaskoczyło. Ceną.

OSX Mavericks dostępny jest dla wszystkich za darmo.

Nie powiem, żeby prognozy nie przewidywały takiego obrotu spraw w pewnym momencie, ale nikt chyba się nie spodziewał, że to nastąpi tak szybko. Od razu podniosły się głosy, że Apple zburzyło rynek dla Microsoftu, które dużą część zysków czerpie ze sprzedaży swojego systemu operacyjnego. Windows tani nie jest. Ja jednak byłbym daleki od tak kategorycznych stwierdzeń.

Na pewno udostępnienie przez Apple OS X za darmo jest ciosem dla Microsoftu, ale bardziej wizerunkowym niż ekonomicznym. Apple oferuje produkty premium. System operacyjny za darmo dostają ludzie, którzy zakupili jeden w komputerów Apple, a jak wiemy te tanie nie są. Nie sądzę, że znajdą się osoby, które zamiast zakupu laptopa za 2000 złotych wybiorą Macbook’a za 5000 tylko dlatego, że mają dołączony do niego system operacyjny za darmo i przyszłe darmowe aktualizacje. Poza tym do nowy laptopów często też jest dołączony system – jak nie Windows to Linux. Udostępnienie Mavericks’a za darmo jest dla Apple krokiem również wizerunkowym – firma w ten sposób pokazuje, że dba o swoich użytkowników i chce, żeby korzystali oni z najnowszych osiągnięć technologicznych. Finansowo Apple tego raczej nie odczuje, ponieważ z OS X nie czerpali raczej zysków, a sprzedając go niwelowali po prostu część kosztów. Prawdziwe zyski Apple uzyskuje na sprzedaży sprzętu, a ten ruch może jedynie wzmocnić sprzedaż komputerów z nadgryzionym jabłkiem.

Macbook Pro Retina

Kolejną zdecydowanie spodziewaną rzeczą, która została zaprezentowana, było odświeżenie linii Macbook’ów Pro. Otrzymały one nowe procesory oparte o Haswell’e, szybsze WiFi w standardzie 802.11 ac, dyski SSD oparte o szynę PCI Express i nowe karty graficzne. To by było na tyle. Odświeżenie było analogiczne jak w przypadku Macbook’a Air. Tutaj również możemy spodziewać się dłuższej pracy na baterii. Dzięki nowych kartom graficznym być może znikną problemy wieku dziecięcego występujące w poprzednich Retinach, a mianowicie przycinanie.

Jest jeszcze jedna istotna kwestia o której należy wspomnieć. Apple usunęło z oferty 15-to calowego Macbook’a Pro bez Retiny. Obecnie jedynym dostępnym komputerem z linii Pro bez ekranu wysokiej rozdzielczości jest Macbook Pro 13-to calowy. Szkoda.

MBPRD13_MBPRD15_Aperture_PRINT_mini.jpg

Miłym akcentem jest natomiast obniżenie ceny Macbook’ów Pro o średnio 200$. Technologia idzie do przodu, więc proces produkcyjny tanieje.

Mac Pro

Mac Pro został już zaprezentowany na WWDC. Wielu szczegółów więcej o niem się nie dowiedzieliśmy. Maszyny będą oparte o procesory Intel Xeon E5, czyli najnowsze dziecko Intela z linii Xeon. Dowiedzieliśmy się również, że wcześniej zapowiadane “later this year” znaczy tyle co w grudniu. Już niedługo będziemy mogli zaobserwować te komputery w akcji, a już teraz poznaliśmy ceny.

Podstawowa konfiguracja Mac’a Pro to w Polsce ponad 13500 złotych. Cena za komputer wydaje się bardzo duża, ale zwróćmy uwagę na jakość podzespołów. Zastosowane w Mac’u Pro komponenty to części stosowane również w serwerach. Nie jest to zwykły komputer stacjonarny, a stacja robocza do zastosowań typowo profesjonalnych. W domu nie będziemy w stanie wykorzystać jego mocy w pełni. Stacje robocze innych producentów mają bardzo podobne ceny, ale są zdecydowanie większe. Mac’a Pro można swobodnie postawić na biurku i zostawić włączonego na noc, bo bez obciążenia procesora wydaje tylko 2dB hałasu. To tyle co Mac mini.

Pokazano również film, przedstawiający proces produkcji tego cacka. Polecam obejrzeć. Dbałość o detale jest niesamowita. Zauważcie, że obudowy są polerowane nawet w środku, a ilość nakładanej farby jest całkiem spora. Bardziej wtajemniczeni zobaczą zastosowanie tylko kondensatorów półprzewodnikowych zamiast elektrolitycznych, które są stosowane w tańszych komponentach, a ich trwałość jest zdecydowanie niższa.

iLife i iWork

Kontynuujmy dalej wątek oprogramowania. Doczekaliśmy się w końcu odświeżenia pakietu iWork! Przypominam, że poprzednia wersja ukazała się w 2009 roku. Teraz według deklaracji Apple przebudowano całkowicie interfejs i Pages, Number oraz Keynote to zupełnie nowe pogramy. Poczekamy zobaczymy. Pierwsze doniesienia mówią, że Apple pozbyło się sporej części wparcia dla Apple Script w swoim pakiecie biurowym. Power userzy nie będą zadowoleni. Miejmy nadzieję, że po prostu się z tym nie wyrobili i niedługo zobaczymy to wsparcie w aktualizacji.

iPhone5s_iPadAir_iMac27_MBA13_GarageBand_mini.jpg

Aktualizacja iLife to głównie przystosowanie do nowej wersji systemu operacyjnego. IPhoto uzyskało wsparcie dla map, łatwiejsze drukowanie… i takie tam. W przypadku tego programu nie mogę się doczekać kiedy będzie możliwość wyłączenia automatycznego dzielenia zdjęć na wydarzenia. Niestety jeszcze nie w tej wersji. Nowe iMovie to lepsze narzędzia edycji, nowe szablony interfejs oraz iTheather, czyli udostępnianie filmów i zwiastunów na wszystkich swoich urządzeniach poprzez iCloud. W Garage Band jest jedna imponująca funkcja, mianowicie dodawanie ścieżki perkusji do swoich utworów, Nie jest to jednak takie proste dodawanie. Działa to tak jakbyśmy postawili obok siebie perkusistę. Co więcej mamy do wyboru kilku perkusistów o różnych stylach. Na demo wyglądało to obłędnie. Garage Band w nowej wersji ma jednak jeden minus – nie wspiera tworzenia podcastów. To pewnie między innymi dlatego przy aktualizacji i iLife i iWork Apple pozostawia na dysku stare wersje. Ciekawe czego jeszcze brakuje.

Ostatnie kwestia – cena. Podobne jak w przypadku Maverics’a Apple udostępnił iWork i iLife za darmo, z zastrzeżeniem, że dotyczy to nowych komputerów. Okazało się, że Apple coś tym razem “sknociło” i Mac App Store rozpoznaje stare wersje pudełkowe, jako te, którym należy się upgrade za darmo. Co więcej tak samo traktuje wersje próbne. Jeśli nie chce u Ciebie to zadziałać to spróbuj przełączyć wersję systemu na angielską. Zaskoczeniem jest to, że również Aperture jest traktowane tak samo. Programiście pewnie teraz rwą włosy z głowy.

Nowe iPad’y

Przejdźmy to gwoździa programu październikowej prezentacji. Nowe iPady. Przyznam się, że już przed tą prezentacją byłem pewien, że kupię iPada i miałem zamiar zdecydować się na wersję mini z ekranem Retina, która się wielokrotnie pojawiała w przeciekach. Po keynote mam duży dylemat.

iPad Air i Ipad Mini

Może zacznę od końca, czyli od iPadów mini. Zgodnie z doniesieniami pojawiła się wersja z ekranem Retina, która ma tę samą rozdzielczość co jego starszy 9,7 calowy brat. Co ciekawe wyposażono go w ten sam procesor A7… Wszystko inne również ma to samo co starszy brat. A “duży” iPad posiadać będzie łączność WiFi 802.11 ac, większą ilość obsługiwanych zakresów LTE, koprocesor M7… Sprzętowo jest bardzo podobny do iPhone’a 5S. Niestety w nowych iPadach nie ujrzymy Touch ID.

Duży przy określeniu większego iPad’a słowo duży napisałem w cudzysłowiu celowo. Dziesięcio-calowy iPad nazywać się będzie teraz iPad Air nazwa jest zdecydowanie zasłużona. Jest on teraz mniejszych gabarytów – ramka po bokach została zmniejszona o prawie połowę. iPad Air będzie również cieńszy – tylko 7,8 mm, ale najbardziej istotna zmiana to jego waga. Odchudzono go o ponad 200g i teraz będzie ważyć w okolicach 460g w zależności od wersji . To tylko lekko ponad 130g więcej niż iPad mini. Teraz rozumiecie dlaczego mam dylemat?

Pierwsze opinie mówią, że jest to pierwszy dziesięcio-calowy iPad, którego można trzymać jedną ręką.

Dodatkowo co powoduje nasilanie moich wątpliwości to to, że w wersji na jaką się nastawiałem (32GB z LTE) iPad Air jest o 300 złotych tańszy od poprzednika, a iPad mini z Retiną o 350 złotych droższy. Różnica między nimi to tylko 400 złotych. To już nie jest wybór ekonomiczny, a wymagający od nas określenia, czego potrzebujemy od tabletu. Wiadomo – na większym pisanie tekstów będzie wygodniejsze. Tak samo szkicowanie. Mini natomiast jest bardziej mobilny natomiast po odchudzeniu dużego iPada ten argument trochę blednie. Z tego co widzę większość osób, która chciała kupić mini teraz skłania się do iPada Air. I w cale się nie dziwię.

W ofercie pozostaje iPad mini bez Retiny oraz, o dziwo, iPad 2. iPad 2 to zdecydowanie staruszek i dziwi pozostawienie go w ofercie, ale patrząc na to, że w ten sposób w dwóch wielkościach tabletu są dostępne wersje z Retiną i bez to widzimy pewną spójność.

Podsumowanie

Keynote oglądało się bardzo przyjemnie. Był przeprowadzony wyjątkowo na luzie. Od dawna nie widzieliśmy tak rozluźnionych menadżerów Apple. Pojawiające się często żarty nawet z samych siebie uprzyjemniały odbiór. Tylko jak zwykle Tim Cook wyglądał dla mnie na niezbyt pewnego siebie i zdenerwowanego. Miałem wrażenie, że czasem mu się język plącze, a on po prostu ma chyba tylko taką manierę w głosie.

Jak zwykle po konferencji Apple pojawiają się głosy, że ponownie nie mamy rewolucji i, że Apple się kończy. Dziwi to trochę biorąc pod uwagę zaprezentowane produkty. IPad Air to obecnie chyba najlżejszy tablet w swoim formacie. Macbook’i Pro to piękne sprzęty. Apple zdecydowanie obrało drogę ewolucji, a nie rewolucji. Widać to po corocznych aktualizacjach systemów operacyjnych i flagowych urządzeń. Iteracyjne podejście do doskonalenia jest według mnie bardzo dobrym kierunkiem i przypomina podejście Agile to prowadzenia projektów. Tim Cook podczas prezentacji powiedział, że mają jasno określony cel i podążają w jego kierunku. Słowa te napawają optymizmem co do przyszłości firmy.