Tekst ten chodził mi po głowie od jakiegoś czasu. Miałem duże opory przed napisaniem go i pewnie jeszcze większe będę miał przed opublikowaniem, ale muszę wyrzucić to z siebie. Jak wyglądają zachowania kierowców w Warszawie to już chyba wie każdy w Polsce. Przejeżdżanie na “ciemno pomarańczowym”, skręcanie z pasów do jazdy na wprost czy blokowanie ruchu, bo trzeba się wcisnąć to jest codzienność. W tym roku jednak dochodzi nam jeszcze jeden powód do zmartwień. Zachowania rowerzystów w Warszawie wołają o pomstę do nieba.

Opory przed publikacją tego tekstu miałem z tego względu, że zaraz podniosą się głosy, że jestem jak każdy Polak – muszę sobie ponarzekać. Kto mnie zna ten wie, że akurat rowerzyści to dla mnie jedna z grup, na którą najpóźniej bym narzekał. Wynika to z tego, że swego czasu bardzo dużo jeździłem na rowerze. Kocham dwa kółka. Teraz ze względu na bieganie i inne obowiązki nie mam może, aż tyle czasu na to, natomiast na rowerze jeżdżę stale od czasów liceum (będzie kilkanaście lat). Jestem również kierowca samochodu. Samochodem już też trochę jeżdżę. Święty nie jestem i nie powiem, że jeżdżę idealnie z przepisami. Ułańska fantazja tez mnie ponosi. Lubię natomiast myśleć, że jestem daleki od zachowań samobójczych na drodze, nie ważne czy za kierownicą samochodu, czy na rowerze. Tego niestety nie można powiedzieć o sporej grupie cyklistów.

Moje obserwacje zaczęły się już wiosną kiedy pierwsi rowerzyści wylegli na ulice. Na początku myślałem, że to sporadyczne zachowania i trafił się jeden wariat, ale kiedy w ciągu tygodnia trafiłem na kilku takich to zacząłem się nad tym zastanawiać. Otóż non-stop spotykam na drodze rowerzystów, którzy za nic mają sygnalizację świetlną. Na początku myślałem, że to tylko dotyczy użytkowników rowerów z ostrym kołem, ale nie. Mnóstwo rowerzystów na “normalnych” rowerach w głębokim poważaniu ma czerwone światło. I nie mówię o tych co poruszają się po chodnikach i przejeżdżają przez przejście na czerwonym świetle, bo to już widzieliśmy dawno. Mówię o rowerzystach, którzy na ulicy się nie zatrzymują przed sygnalizatorem.

Dla nie wtajemniczonych ostre koło to taki typ roweru, który nie ma przekładni, czyli to jak pedałujemy przekłada się jeden do jednego na koła. Umożliwia to jazdę chociażby do tyłu na rowerze. Często rowery te nie posiadają hamulców, a hamuję się za pomocą nóg. Rozpędzenie takiego roweru, również wymaga większego wkładu siły niż w przypadku zwykłego roweru. Może stąd niechęć użytkowników takich rowerów do zatrzymywania się.

Czy zastanawialiście się kiedyś co się dzieje przy bocznym zderzeniu samochodu z rowerem? Przy samochodzie jadącym zgodnie z przepisami po mieście czyli z prędkością 50 km/h jest duża szansa, że tracisz życie uderzając głową w maskę lub przednią szybę. Na pewno nogi są do składania, ponieważ uderzenie boczne je pewnie nieźle pogruchotało. Zastanówcie się jak szybko Was samochód zobaczy? Przy tej prędkości droga hamowania na suchym asfalcie to około 25 metrów – zatrzyma się już za skrzyżowaniem. Ludzie ogarnijcie się! Tu chodzi o wasze życie i zdrowie! Kierowcy samochodu nic nie będzie w razie zderzenia. To Wy ucierpicie! I jeszcze sami się o to prosicie.

Przejeżdżanie przez przejście dla pieszych jest już tez nagminne. Kiedy jadę wzdłuż Wołoskiej wracając z pracy to na każdym przejściu wzdłuż tej ulicy widzę za każdym razem tabun rowerzystów przejeżdżających. W większości jest przejazd dla rowerzystów, więc mają pełne prawo przejeżdżać, ale jest jedno skrzyżowanie, które nie posiada takiego przejazdu. Już tydzień temu doszło tam do wypadku, gdzie samochód potrącił dwóch rowerzystów. Chodzi o skrzyżowanie Wołoskiej z Racławicką. Zazwyczaj roi się tam od pieszych, a z pomiędzy nich na przejście wyskakują rowerzyści. Dla skomplikowania sprawy, jest tam również przejazd tramwajowy. Skręcając w prawo z Wołoskiej często ciężko jest zauważyć rowerzystę, który nagle wyskakuje na przejście z pomiędzy pieszych przez szyby samochodu. To jest proszenie się o wypadek.

Inne zachowanie samobójcze rowerzystów to jeżdżenie po ulicy bez oświetlenia po zmroku. To że jadąc rowerem widzisz drogę przed sobą to nie znaczy, że kierowca samochodu zobaczy Cię ze stu metrów jak jedziesz nieoświetlonym rowerem. Nawet jak jest oświetlenie przy ulicy, którą jedziesz. Szczególnie jeśli z naprzeciwka jadą samochody. Światła nadjeżdżających samochodów powodują zwężanie się źrenic i tych najciemniejszych punktów, w tym przypadku Ciebie, na prawdę nie widać. A jeszcze jeśli ktoś nadjeżdżający ma źle ustawione światła, to kierowca może nie zauważyć Cię jak będziesz 10 metrów przed maską. Przypominam droga hamowania z 50 km/h to 25 metrów.

Inne zachowanie rowerzystów, które mnie wkurza to wyprzedzanie przed światłami. Ludzie! Samochód jedzie szybciej od Was! Kiedy dojeżdżacie do świateł to nie musicie się przeciskać, żeby stać tuż pod samym sygnalizatorem. Dziesięć czy dwadzieścia metrów Was nie zbawi. Dla samochodu zazwyczaj jest potem spory problem, żeby wyprzedzić rowerzystę jeśli ma pasy obok zapchane. Części kierowców puszczają nerwy i mijają Was w małej odległości, a nie przepisowo o 1,5 metra. Oczywiście Wy podnosicie wtedy krzyk jak to niebezpiecznie kierowcy jeżdżą. Koło się zamyka. Jak dojeżdżasz rowerem do świateł rób to co ja – ustaw się w kolejce jak wszyscy inni uczestnicy ruchu. To samo tyczy się skuterów.

Oprócz tego, że jestem kierowcą to jestem również pieszym. I tu dochodzimy do zachowań rowerzystów, które mnie chyba najbardziej wkurzają. Jeżdżenie po chodnikach. Slalomy między przechodniami ze sporymi prędkościami. Przeganianie pieszych dzwonkiem. Przepychanie się na siłę, a nawet rozpychanie barkami. Na czym polega problem? Was nie powinno być na chodniku! Przy dobrej pogodzie rowerzysta nie ma prawa jeździć chodnikiem! Powinien poruszać się ulicą razem z samochodami! Dlaczego tak kategoryczny jestem w tym stwierdzeniu? Po pierwsze to kodeks drogowy tak stanowi. Po drugie spróbujcie przejść się chodnikiem z małym dzieckiem. Moja córka mając dwa lata już bardzo nerwowo reaguje jak widzi rowerzystę jadącego chodnikiem. Zwyczajnie się boi, a całe szczęście jeszcze nie ma ku temu powodu.

Próbowaliście kiedyś zwrócić uwagę rowerzyście jadącemu chodnikiem? Ja próbowałem. Gula mi tak skoczyła, że dobrze, że szybko odjechał. Nie spotkałem jeszcze rowerzysty, który by przeprosił i wytłumaczył, że boi się jeździć ulicą. Odpowiedzi wszystkich są tak bezczelne, że brak mi słów. Jeden z rowerzystów, któremu zwróciłem uwagę, na to że przejeżdżał po ulicy na czerwonym świetle odpowiedział mi “Zdarza się”. Zdarza się to wdepnąć w gówno! Z kolei inna rowerzystka po zwróceniu uwagi przez moją żonę zareagowała pokazując popularny “znak pokoju” mianowicie środkowy palec. Nie wiecie o czym mówię? Przejdźcie się na Pola Mokotowskie w weekend.

W poprzedni weekend miałem sytuację taką, gdzie idąc chodnikiem przy osiedlowej uliczce zostałem prawie rozjechany przez panią na rowerze, która jechała cała szerokością chodnika. Nie jechała tak ponieważ była pijana. Jej “styl” jazdy raczej był spowodowany tym, że rower, którym się poruszała, był to modny obecnie holender, który był dla tej pani za duży i za ciężki. Nie była w stanie nad nim zapanować, a i tak poruszała się chodnikiem między ludźmi! Przy obecnej modzie jest to niestety bardzo częste. Jest dużo, szczególnie pań, które podążając za modą kupują holendry, a potem zmagają się z nimi na chodnikach ku przerażeniu pieszych. Gdzie tu rozsądek?

O nie sygnalizowaniu manewrów na ulicy nawet już nie będę wspominał.

Nie dziwcie się potem, że ludzie alergią reagują na masę krytyczną co miesiąc. Przejazd rowerzystów domagających się, aby Warszawa była przyjazna rowerzystom (za stroną internetową). Moje pytanie z kolei brzmi: “Kiedy rowerzyści będą przyjaźni dla Warszawy i ludzi w niej mieszkających?”.

Jest jeszcze jedna kwestia, którą chciałbym poruszyć. Niewątpliwie za to, że w tej chwili mamy tak rozpowszechnione w Warszawie rowery odpowiada trochę Veturillo. Dla nie Warszawiaków wyjaśnię, że jest to system wypożyczalni rowerów. Jeżeli to taka super sprawa to dlaczego rowery z tych wypożyczali są non-stop dewastowane przez ich użytkowników? Polacy nie potrafią dbać o nie swoje rzeczy? Może po prostu one ich nie obchodzą? Nie trzeba jednak w takim wypadku ich dewastować! To jak dbamy o wspólną przestrzeń świadczy o nas jako o narodzie. Na razie nie mamy się czym pochwalić.

Wywnętrzyłem się trochę. Trochę mi lepiej na duszy, ale to nie o to tu chodzi. Chodzi o nasze bezpieczeństwo. Nie chcę czuć się sterroryzowany na chodniku. Jadąc samochodem i tak muszę mieć oczy dookoła głowy, ale to nie znaczy, że trzeba dokładać powodów ku temu. Tak dla zobrazowania sytuacji na koniec mała prezentacja zachowań rowerzystów na drodze. Gratulacje dla pani pod Galerią Mokotów.