Minęło już parę dni, tygodni właściwie, od keynote na WWDC. Nadal budzi on niezwykle gorące kontrowersję. Użytkowników polskiego twittera można podzielić na tych, którzy są w stanie wytrzymać z nowym wyglądem iOS i tych, którym nie podobają się ikony i inne elementy graficzne. Chciałbym przedstawić Wam moje spojrzenie na nowości od Apple.

Przedmowa

Tekst ten powstawał bardzo długo. Biłem się z myślami, czy będzie komukolwiek on potrzebny, biorąc pod uwagę ilość publikacji poruszających temat. Doszedłem jednak do wniosku, że nie ma sensu, żeby zalegał w szufladzie (na dysku ;)) i dlatego go publikuję. Następnym razem będzie szybciej. :)

Dałem sobie te kilka dni, aby “przetrawić” nowości i wyrobić sobie o nich pełne zdanie. Poczytać opinie w internecie osób, które zainstalowały iOS 7 (przede wszystkim) i nowy OSX. Sam nie zainstalowałem ani jednego ani drugiego systemu, ponieważ po pierwsze nie mam konta developerskiego Apple, a po drugie telefonu i komputera używam do pracy i nie mogę sobie pozwolić na to, że któreś z tych urządzeń odmówi posłuszeństwa.

Konferencję śledziłem z niezwykła uwagą. Pomagała mi w tym szczególnie moja córka, która próbowała rozmawiać z prelegentami. Nie jest to konferencja, jak za Steve’a Jobsa, gdzie każdy element był dopieszczony w najmniejszym szczególe. Tim Cook dla mnie nie jest dobrym prelegentem. Ma trochę manierę w głosie, co powoduje, że odnoszę wrażenie jakby miał się zaraz popłakać. Na początku keynote prezes Apple zaprosił na scenę zespół firmy Anki, która przedstawiła swój projekt autonomicznie jeżdżących samochodzików po torze. Pomysł świetny – przeniesienie odczuć z gry komputerowej na fizyczny tor, który możemy rozłożyć w swoim salonie. Niestety niesmak pozostaje po tym, że pierwsze podejście do uruchomienia ich super samochodziku zakończyło się klęską. Dopiero za drugi razem wszystko zadziałało.

Tekst będzie dosyć długi i mam nadzieję, że nie zanudzę Was, moich czytelników. Pewnie wszyscy i tak czekają na część o nowym iOS (będzie na końcu). Przejdźmy do rzeczy.

OSX

2013-06-12_0002.jpg

Apple zaprezentowało nową wersję OSX. Ku zaskoczeniu wszystkich zapowiedziano odejście od nazywania kolejnych edycji systemu nazwami kolejnych dużych kotów. Zamiast tego kolejny klucz nazewnictwa będą stanowić atrakcje turystyczne stanu Kalifornia i tak nowy OSX będzie nosił nazwę OSX Mavericks. Podobnie jak inni nie podejmę się tłumaczenia tej nazwy na język polski. Pierwsze moje skojarzenie było z Top Gun’em z Tomem Cruise’m w roli głównej. Swoją drogą żart z nazwaniem nowej wersji OSX Sea Lion Craig’owi Federighi się wyjątkowo udał.

OSX przyniesie nam sporo usprawnień systemu jak i nowinki techniczne. Nie będę się szczegółowo zagłębiał w poszczególne funkcje, a skupię się raczej na ich podsumowaniu.

Nowy Finder

Finder przejdzie pewną metamorfozę wraz z nadejściem nowej wersji. Otrzyma on wsparcie dla otwierania wielu kart w jednym oknie oraz tagowania. O ile o obsłudze wielu kart w jednym oknie możemy powiedzieć “dlaczego tak długo to trwało” o tyle tagowanie jako funkcjonalność systemu operacyjnego to jest znacząca nowość. Jeśli się nie mylę jest to pierwszy system jaki taką funkcjonalność będzie oferował. Taki będą odświeżane w czasie rzeczywistym i nadając odpowiedni tag plikowi czy folderowi będziemy mogli go od razu zobaczyć w widoku filtrującym po danym tagu. Dla mnie jest to kolejne narzędzie, które będzie prowadziło Apple do odejścia od systemu plików jaki znamy.

Praca na kilku monitorach

W końcu praca na kilku monitorach będzie wyglądała tak jak powinna wyglądać w Mountain Lion. Będziemy mogli na każdym monitorze niezależnie umieścić aplikację w trybie pełnoekranowym i każdy monitor będzie miał osobny zestaw space’ów (przestrzeni). Tak samo na każdym monitorze będziemy mogli umieścić menu bar oraz przywołać dock. Z tymi funkcjonalnościami praca wieloekranowa powinna być czystą przyjemnością. Widok pełnoekranowy aplikacji jest według mnie bardzo wygodny. w prosty sposób możemy się przełączać pomiędzy poszczególnymi przestrzeniami. Sam często wykorzystuję ten tryb dla iTerm’a czy forklifta. Minusem jest to, że kiedy podłącze drugi monitor to jeden z ekranów mam bezużyteczny. Teraz powinno się to znaczaco poprawić

Mapy i kalendarz

Te dwie aplikacje pokazuję razem, ponieważ integracja między nimi zrobiła na mnie spore wrażenie. Mapy trafiają na OSX – tego należało się spodziewać. Nie ma się co oszukiwać do map od Google będzie im daleko, natomiast ze względu na integrację z innymi narzędziami, jak na przykład kalendarzem, mogą się stać one ważnym elementem systemu. Pod warunkiem, że nie będą one zawierały takich błędów jak obecna wersja na iOS, która już stała się obiektem drwin.

Kalendarz zgubi elementy skeuomorficzne i będzie bardziej integrował się pod względem wyglądu z innymi aplikacjami. W ogóle wszystkie sztuczne sukna, skóry i papiery wygląda na to, że znikną z OSX Mavericks. Nie powiem, żeby to był element, który mnie mocno raził w Mountain Lion, natomiast nowe aplikacje wymagają jeszcze dopracowania pod względem wyglądu.

Wróćmy do integracji między mapami i kalendarzem. W Mavericks dodając nowe wydarzenie do kalendarza i ustawiając jego miejsce będziemy mogli wyszukać chociażby najbliższą pizzerię wpisując po prostu hasło “pizza” w polu na miejsce spotkania, Co więcej kiedy wybierzemy określone miejsce, kalendarz sprawdzi gdzie wcześniej mieliśmy ustalone spotkanie czy inne wydarzenie oraz automatycznie zarezerwuje czas na dojazd. Według mnie jest to super usprawnienie, które może znaleźć wielu fanów

Nowe powiadomienia

Powiadomienia w OSX Mavericks zyskajeą nowe funkcje. Będziemy mieli możliwość odpowiedzi na wiadomość email czy iMessage bezpośrednio w oknie powiadomienia. Po wybudzeniu komputera ze stanu uśpienia zobaczymy wszystkie oczekujące powiadomienia na ekranie blokady. Całość wygląda dużo użyteczniej niż w obecnej wersji.

Safari i iCloud keychain

Safari doczeka się szeregu usprawnień dotyczących panelu Top sites, nowego paska bocznego, prędkości i poboru energii. Wszystko fajne, ale nie rewolucyjne. Za pewne po premierze jak zwykle wypróbuję nową edycję Safari, a potem i tak wrócę na Chrome’a, który zapewne będzie szybszy i wygodniejszy. Ciekawą funkcją jest zakładka “Shared links” która będzie agregować wszystkie linki, jakimi dzielili się nasi znajomi z sieci społecznościowych.

W OSX Mavericks pojawi się również keychain, który będzie synchronizowany przez iCloud z innymi urządzeniami.

iBooks

IBooks to nowa aplikacja jaka pojawi się w OSX Mavericks. Długo trwało pojawienie się jej na OSX, ale dobrze, że w końcu się pojawiła. Nie dlatego, że jestem fanem czytania z ekranu komputera, ale dlatego, że czasem chce się coś sprawdzić na szybko, w posiadanej publikacji, czy szybko przekartkować, a wtedy iBooks na OSX będzie jak znalazł.

Nowinki techniczne

Nowy system operacyjny Apple niesie również co najważniejsze spore usprawnienia od strony technicznej. Zdecydowanie widać tutaj nacisk na zwiększenie czasu pracy na baterii. Komputery Apple zawsze były całkiem dobre jeśli chodzi o czas pracy na baterii – głównie ze względu na hardware, jaki był w nich montowany. Przy nadchodzącej premierze procesorów Haswell Intela naturalną decyzją było postawienie na ten czynnik, aby zwiększyć dodatkowo swoją przewagę nad konkurencją.

Jednym z mechanizmów, który odpowiadać będzie za podniesienie czasu pracy na baterii jest time coalescing. OSX będzie grupował niskopoziomowe operacje razem, tak, aby zwiększyć czas idle (bezczynności) procesora. Większość komentatorów podłapała tą funkcję jako nowość, jednak przy przygotowaniu się do tego artykułu znalazłem informację, że mechanizm taki jest wprowadzony już chociażby w systemie Windows. I to nie w najnowszej wersji systemu, a był dostępny w Windows 7 i Windows 2008 R2. Tutaj znajdziecie whitepaper Microsoftu na ten temat. Zadziałał po raz kolejny marketing Apple. Nie zrozumcie mnie źle – to dobrze, że taka funkcja znajdzie się w najnowszym dziecku Apple, ale nie jest ona niczym nowym.

Co innego możemy powiedzieć o nowej funkcji kompresowania pamięci. Nowy OSX będzie w locie kompresował pamięć zajętą przez nieaktywne aplikacje, kiedy system będzie się zbliżał do granicy pojemności pamięci. Może to spowodować opóźnienie użycia pliku stronicowania na dysku, co będzie niosło za sobą wiele korzyści. Operacje na dysku są zdecydowanie wolniejsze niż operacje na pamięci RAM, nawet w przypadku dysków SSD, zatem powinniśmy zaobserwować zwiększenie wydajności komputera. Poza tym operacje na pamięci RAM zużywają mniej energii niż operacje na dysku, chociażby talerzowym co może mieć znaczenie dla zużycia energii w starszych komputerach.

Ostatnią z nowości technicznych jest “App Nap”. Jest to funkcja, która będzie usypiać aplikacje, jeśli nie są one wyświetlane na pierwszym planie. Przykładowo jeśli w oknie Safari wyświetlimy jakiś film, który nie odtwarza dźwięku i Safari będzie ukryte za oknem innej aplikacji, to odtwarzanie filmu będzie wstrzymane, a sama aplikacja uśpiona. Po przeniesieniu aplikacji na pierwszy plan odtwarzanie filmu powinno być wznowione natychmiast. To nie wydaje mi się nowym pomysłem w przypadku Apple. Zaobserwowałem wiele razy, że jeśli uruchomimy film na Youtube i okno przeniesiemy w tło, a następnie się na nie przełączymy, to zobaczymy pewne opóźnienie w odtwarzaniu filmu. Być może Apple szykowało tę funkcję już jakiś czas, a teraz jest ona w końcu w pełni gotowa.

iWork

Następną nowością jaką zaprezentowało Apple był nowy pakiet iWork. Pisząc nowy nie mam na myśli nowej wersji obecnie dostępnego pakietu iWork. Otóż Apple poszło w stronę Google i Microsoftu i zamierza udostępnić wersję pakietu iWork on-line. Nowy iWork będzie dostępny w ramach usługi iCloud. Będzie to narzędzie wielo-platformowe działające na różnych przeglądarkach – również na Internet Explorerze od Microsoftu. Pomimo tego, że przedstawione demo było imponujące, ja jestem mocno sceptyczny wobec tego narzędzia. Nazwijcie mnie staromodnym, natomiast ja lubię oprogramowanie, którego często używam mieć dostępne w formie aplikacji desktopowej. Możliwe, że jest to spowodowane tym, że zazwyczaj używam dużej ilości otwartych kart w przeglądarce (ale nie mega dużej) i znalezienie odpowiedniej karty z otwartym iWork może być mocno problematyczne. Nowe okno nie jest rozwiązaniem, ponieważ pracuję również na wielu aplikacjach na raz. Możliwe, że nowy iWork znajdzie wielu fanów, ale ja nie będę jednym z nich – tak samo jak nie jestem fanem Google Docs.

Macbook Air

Przejdźmy do sprzętu. Pojawił się nowy Macbook Air. Apple zależało chyba bardzo na zaprezentowaniu pierwszego laptopa z Haswellem, dlatego pojawił się tylko Air. Air jest najlepszym elementem linii Apple do zaprezentowania najlepszej cechy nowych procesorów Intela, mianowicie poboru prądu. To jest najsilniejsza cecha nowych Macbooków Air. Wersja 11-to calowa potrafi pracować na baterii 9 godzin, a wersja 13 calowa bagatela 12! To jeszcze nic. Pierwsze testy pokazują, że czas pracy potrafi się wydłużyć do ponad 13h! Biorąc to pod uwagę, że pierwsze Macbooki Pro z Haswellem mogą dochodzić do granicy rzędu 15h.

2013-06-12_0004.jpg

Drugą istotną rzeczą jest nowy sposób montażu dysku SSD. Nie jest on montowany jak dotychczas poprzez interfejs Serial-ATA. Teraz do tego wykorzystywane jest złącze PCI Express. Powoduje to, że dysk jest w stanie osiągnąć transfery rzędu 750MB/s, czyli prawie dwa razy więcej niż poprzednia generacja.  Nie wydaje mi się, żeby to był jednak komputer dla mnie. Jestem użytkownikiem Macbooka Pro 15 cali i nie za bardzo wyobrażam sobie pracę na mniejszym ekranie nawet przy wyższej rozdzielczości. Wzrok już nie ten. Poza tym jestem kawał faceta i mógłbym mieć problem z dopasowaniem do tego komputera. Biorąc pod uwagę potrzeby programistyczne to powierzchnia dysku bez łatwej rozbudowy (ehem…. cena….) jest złym pomysłem, tak samo maksymalna ilość pamięci RAM 8GB. Kusi mnie ze względu na cenę ale, niestety moc nie ta.

Mac Pro

Kolejnym punktem programu okazał się Mac Pro. Niby wszyscy się spodziewali, że może zostać zaprezentowany,ale chyba nikt nie spodziewał się czegoś takiego. Moim skromnym zdaniem nowy Mac Pro na tę chwilę jest sprzętem oszałamiającym. Mac Pro jako sprzęt adresowany do profesjonalistów oczywiście musi się pochwalić porządnymi parametrami technicznymi. Sercem jego będzie procesor Intel Xeon E5 oferujący aż do 12 rdzeni obliczeniowych. Zastosowane będą pamięci DDR3 1866 MHz o przepustowości do 60GB/s. Nowy Mac Pro będzie wyposażony w dwie (tak dwie) karty graficzne ATI FirePro z do 6GB dedykowanej pamięci. Dysk to oczywiście pamięć SSD, ale co ciekawe na szynie PCI Express. Daje to nam oszałamiającą prędkość przesyłu danych do 1250MB/s. Odświeżony interfejs Thunderbolt 2 pozwoli na połączenie zewnętrznych akcesoriów z dwukrotnie większa prędkością jak do tej pory. Pozwoli to również na podłączenie trzech monitorów 4K. Oczywiście wyposażony będzie również w WiFi w standardzie ac, bluetooth 4.0 i USB 3.0. I to wszystko w walcu o wysokości dziecięciu cali.

2013-06-12_0007.jpg

Parametry nowego Maca Pro to jedno, a to jak wygląda to drugie. Do tej pory Mac’i Pro wyglądały po prostu jak ładne stację robocze, wyglądem niewiele odbiegającym od stacjonarnych PCtów. Teraz się to zmieni. Fascynujące jest to jak taką moc udało się zmieścić w tak małym opakowaniu. Nowy Mac Pro będzie 8 razy mniejszy od poprzedniej generacji. Przy obniżaniu wielkości komputerów pierwsze problemy jakie się pojawiają to problemy z odprowadzaniem ciepła. Konstrukcja w tym przypadku jest bardzo dobrze przemyślana. Cały środek komputera to jeden wielki radiator, a poszczególne jego komponenty umieszczone są na jego ścianach. U góry znajdować się będzie duży wentylator i ujście powietrza, które będzie zasysane u dołu mac’a. Dobrym podsumowaniem tej prezentacji były słowa Phila Shillera “Can’t innovate any more my ass”. nieznających angielskiego zapraszam do Google Translate.

Jeśli mój opis Was nie przekonał jak cudowny to będzie sprzęt to zajrzyjcie na prezentację na stronie Apple. Kolejny majstersztyk. Tak powinno się prezentować produkty. Nowe Mac’i Pro składane będą w całości w Stanach Zjednoczonych. Wpłynie to na pewno na cenę, ale pewnie i na jakość. Ceny nie zostały podane jak i przybliżony termin dostępności oprócz “later this year”. Pozostaje czekać.

Airport Extreme i Time Capsule

W związku z zastosowaniem w nowych Macbook’ach Air kart WiFi w standardzie ac pewnym było zaprezentowanie nowych Airport Extreme’ów jak i Time Capsule. Zaskoczeniem był ich nowy kształt. Teraz urządzenia te będą miały kształt prostopadłościanu, który będzie wyższy niż szerszy. Jest to podyktowane nową konstrukcją anteny. Cokolwiek.Poprzedni kształt bardziej mi pasował. Pozostałe rzeczy pozostają bez zmian.

2013-06-12_0011.jpg

iOS

2013-06-12_0009.jpg

No i dochodzimy do gwoździa programu budzącego największe kontrowersje. Nowy iOS. Tym razem nowy znaczy nie z nowymi funkcjami, a zupełnie nowy. Mobilny system Apple został w pełni przeprojektowany zarówno pod względem wyglądu jak i działania pewnych funkcji systemu.

Wygląd

Pierwszą rzeczą, która najbardziej rzuca się w oczy jest nowy wygląd. Apple zdecydowanie idzie w kierunku płaskiego interfejsu. Widać tutaj rękę Jonathan Ive’a, który jest w tej chwili odpowiedzialny zarówno za wygląd zewnętrzny jak i wewnętrzny urządzeń spod znaku nadgryzionego jabłka. Pozycję tę objął niecały rok temu i niestety widać, że nie miał wystarczająco dużo czasu na dopracowanie wszystkiego do najmniejszego szczegółu. Ma co do niego mieszane uczucia. Z jednej strony nowy system posiada wiele smaczków, a z drugie to co zostało zaprezentowane wygląda na mocno niedopracowane. Wiele osób zwraca uwagę na ikony, z których każda wygląda jakby była projektowana przez innego designera. Ikona ustawień to jakaś masakra – trzeba się długo zastanawiać co ona przedstawia. Cztery kolorowe kulki to niby Game Center? Każdy gradient jest w inną stronę. Od kolorów bolą oczy. Wiele elementów jest mało czytelnych poprzez zastosowanie bardzo cienkiej czcionki na tle o małym kontraście w stosunku do tekstu. Jedynym wytłumaczeniem tego faktu jakie znajduję jest to, że projektantom zwyczajnie zabrakło czasu na dopracowanie wyglądu nowego systemu. Mam nadzieję, że zostanie to poprawione do czasu premiery.

Nowy iOS posiada kilka nowych funkcjonalności. Jedne są ciekawe inne mniej. Na przykład obsługa AirDrop jest dla mnie małym wydarzeniem, ponieważ jeszcze nie udało mi się skorzystać z tej funkcji w Mountain Lion. Inne są bardziej ciekawe.

Control Center

Nowością jest Control Center. Jak mówią niektórzy zapożyczone z Androida rozwiązanie pozwala na szybki dostęp do często używanych ustawień takich jak włączenie trybu samolotowego, włączenie i wyłączenie WiFi, Bluetooth… i tak dalej i tak dalej. Dostęp do Control Center będziemy mieli po wykonaniu gestu przeciągnięcia z dołu ekranu. Pod względem funkcjonalnym wydaje mi się, że może to być wygodne w użytku, natomiast nie sposób nie wrócić do kwestii wyglądu. Zastosowana grubość linii w połączeniu z bardzo pstrokatą tapetą może spowodować, że panel ten będzie zupełnie nie czytelny.

Nowy Notification Center

Nowy Notification Center został podzielony na trzy zakładki. W pierwszej będziemy mieć widok bieżącego dnia – zaplanowane wydarzenia w kalendarzu, pewnie przypomnienia itd. W kolejnej znajdą się treści powiadomień. Ostatnią zakładką, będą powiadomienia przegapione, czyli takie, w przypadku których nie podjęliśmy żadnych działań w ciągu ostatnich 24 godzin. Tu mam mieszane uczucia. Chyba wolałbym mieć notyfikacje upchnięte na jednym przewijającym się ekranie jak w obecnej wersji. W takim wypadku przeglądanie mogę przerwać w dowolnym miejscu i przeglądać płynnie, nie zastanawiając się czy dana notyfikacja, której szukam powstałą dzień temu czy później. Widok wydaje mi się również bardziej rozwleczony, z mniej gęsto upakowanymi treściami. Przy scroll-owaniu mogą boleć palce.

Pogoda

Aplikacja pogodowa została całkowicie przeprojektowana. W tej chwili w bardzo dużym stopniu przypomina aplikację od Yahoo. Może to ma coś wspólnego z ikoną Yahoo w aplikacji iphone’owej w iOS 4?

Multitasking

Ekran przełączania między aplikacjami również doczekał się odświeżenia. W tej chwili oprócz ikon będziemy widzieć miniatury okien aplikacji. Wyłączenie aplikacji będzie odbywać się poprzez przeciągnięcie aplikacji w górę. Nie trzeba będzie jak do tej pory przytrzymywać ikony aplikacji, a potem dotykać minusa przy ikonie danej aplikacji. Co ciekawe w ten sposób będziemy mogli zamknąć nawet trzy aplikacje na raz przy użyciu trzech palców.

Zdjęcia i kamera

Tą aplikacją jestem szczególnie zainteresowany ze względu na to, że bardzo często jej używam. Kamera będzie posiadać jak dotychczas cztery tryby, natomiast przełączanie między nimi będzie bardziej spójne. W celu zmiany trybu z robienia zdjęć na kręcenie filmów wystarczyć będzie przewinięcie ekranu w prawo. Aparat zyska również obsługę filtrów. Co do tego mam mieszane uczucia. Aplikacji udostępniających filtry mamy już na rynku wiele. Nie jestem pewien czy Apple jest w stanie tą funkcję zrobić dobrze. Nie sposób jest udostępnić filtry użytkownikom. Prawdziwą sztuką jest te filtry wykonać dobrze, żeby efekty jakie nimi możemy uzyskać nie były zbytnio festyniarskie. Poczekamy zobaczymy.

Reorganizacji doczeka się również biblioteka zdjęć. W nowej wersji iOS nasze zdjęcia będą automatycznie sortowane według miejsca, w którym powstały jak i daty. Powinno to znacznie ułatwić nawigację po dużym zbiorze zdjęć. Całe szczęście Apple nie zdecydowało się na automatyczny podział na wydarzenia jak w iPhoto na Mac. Działa to tragicznie i nie intuicyjnie. Dzięki nowej funkcjonalności biblioteki zdjęć iPhoto na iOS robi się trochę zbędne.

Smaczki

Nowy iOS posiada również mnóstwo nowych smaczków. Najlepszym z nich według mnie jest efekt paralaksy. Ekrany z ikonami aplikacji zyskały trochę głębi poprzez zastosowanie tego efektu. Otóż ikony będą się teraz poruszać względem tapety ustawionej pod nimi w zależności od ruchu telefonu w naszych dłoniach. Jeżeli będziemy chcieli zajrzeć co jest za konkretną ikoną wystarczy, że przechylimy telefon. Niby wodotrysk, ale efekt jest niesamowity.

Jako tapetę będziemy mogli ustawić zdjęcie panoramiczne. Korzystając z kompasu iPhone będzie “przewijał” tapetę w zależności od tego, w którą stronę będziemy zwróceni. Prosi się, żeby zastosować panoramę 360 stopni.

Nowy iOS udostępni również nowe gesty. “Przewijając” ekran w lewo uzyskamy gest odpowiadający za przycisk wstecz. W wielu miejscach potrząśnięcie iPhonem spowoduje cofnięcie ostatnio wykonanej czynności. Część gestów powinna pojawić się oczywiście wcześniej, natomiast miłe jest to, że w końcu znajdują swoją drogę do finalnej wersji systemu.

Tego rodzaju detali jest oczywiście więcej, chociażby to, że ikona aplikacji zegara wskazywać będzie teraz właściwą godzinę. Po premierze na pewno będziecie mieli dużo czasu na odkrywanie ich na własną rękę. W tym jest największa zabawa.

iTunes Radio

Ostatnią zaprezentowaną i warta uwagi rzeczą jest iTunes Radio. Apple wchodzi do krainy usług streamingowych. Trochę późno zważywszy na warunki jakie Apple posiada w tym kierunku i konkurencję jaka się wytworzyła na tym polu. Co do samej usługi to będzie ona bardzo podobna do innych ofert na rynku. Użytkownik będzie miał możliwość wybrania stacji dobierającej muzykę z wybranego gatunku. Słuchanie muzyki poprzez Radio oraz odtwarzanie w iTunes, będzie miało wpływ na algorytmy doboru muzyki do Radia. Ciekawą rzeczą będzie możliwość ustawienia balansu odtwarzania hitów i nowej muzyki. Będziemy mogli słuchać, albo najpopularniejszych utworów, albo odkrywać nowych wykonawców. ITunes radio będzie dostępne bez reklam dla osób posiadających wykupioną usługę iTunes Match. Niestety na tę chwilę dostępna będzie jedynie w USA.

Podsumowanie

Prezentacja przeładowana była nowościami. Od kilku miesięcy Apple nie zaprezentowało niczego nowego i oczekiwania były duże. Zobaczyliśmy zarówno nowy sprzęt jak i oprogramowanie. Niestety moje wrażenie po tej prezentacji jest takie, że widać brak Steve’a Jobsa. Najbardziej jest to widoczne przy iOS 7. Ewidentnie został zaprezentowany produkt, który nie był skończony pod względem interfejsu. Późniejsze przecieki mówiące o tym, że zespół Johneego Ive’a nie opracował wszystkich elementów interfejsu (ikony) i dlatego całość się kupy nie trzyma wskazują, że Ive nie do końca jeszcze zdążył wejść w nową rolę. Za czasów Jobsa produkt, który nie był dopieszczony w najmniejszych detalach nie był pokazywany. Najczęściej pokazywane były produkty, które już były gotowe do sprzedaży, a nie jak Mac Pro, który jest fantastyczny, ale w sumie nie wiemy kiedy się tak do końca pojawi.

Ive ewidentnie miał za mało czasu, aby dopieścić nowego iOS’a. Jak popatrzymy na iOS 7 to widać co wyszło spod jego ręki, a co wykonywał ktoś inny. Widać gdzie brakowało nadzoru i stwierdzenia w pewnym momencie “to nie do końca działa, trzeba zrobić to, to i to”. Według mnie premiera powinna być wstrzymana do czasu dopracowania szczegółów. Przeszkodził im w tym jeden element. Tak wielką prezentacje dla developerów Apple organizuje raz w roku. Nie mogli pozwolić sobie na poczekanie kolejnego roku, na pokazanie iOS’a ludziom, którzy napędzają ten system dostarczając aplikację. Apple chce, żeby aplikacje z systemem były jak najbardziej sprzężone również pod względem wyglądu, dlatego musieli pokazać system iOS’a już teraz. Mam tylko nadzieję, że nie stanie się regułą pokazywanie niedokończonych produktów.

W keynote’cie zabrakło mi dwóch rzeczy na jakie czekam. O ile w przypadku jednej z nich jest to bardzo zrozumiałe o tyle w przypadku drugiej to trochę rozczarowanie. Nowy iPad mini pewnie be∂zie zaprezentowany na jesieni, natomiast rozczarował mnie brak nowych Macbooków Pro. Kiedy jak kiedy, ale WWDC to dobry moment na ich prezentację. Air to nie jest maszyna dla developerów. Skupili się na niej bo w połączeniu z procesorami Intela, Air robi największe wow przy pracy na baterii, ale według mnie nie jest to sprzęt dla programistów. Jest zwyczajnie za mało wydajny.

Na efekt poprawek w iOS 7 przyjdzie nam czekać do jesieni. Tak samo na finalną wersję Mavericks. Możliwe, że razem z Mavericks pojawią się nowe Macbooki. Na Mac’a Pro nie wiadomo ile będziemy czekać. Jedynie tak na prawdę Air’a mamy od ręki. No to czekamy dalej.