Mamy poranek drugiego lipca. W Stanach Zjednoczonych jeszcze jest poniedziałek. Zbliża się nieubłaganie termin wyłączenia Google Reader’a. To już tylko kwestia godzin. Jeszcze przez 15 dni będzie można wyeksportować z niego swoje subskrypcje. Udało Wam się przeżyć “apokalipsę”? Mnie się udało choć nie powiem, że nie wyszedłem z tego trochę poobijany.

Z Google Readera korzystałem bardzo długo. Miałem w nim ponad 200 rss’ów interesujących mnie blogów i serwisów. Nie była to usługa bez wad, natomiast była na tyle dobra, że wielu developerów oparło swoje aplikacje o jej API jako jedyne wyjście (przykład Reeder). Z decyzją o jego zamknięciu możemy dyskutować, natomiast nie możemy mieć za złe Google, że Reader znika, ponieważ była to darmowa usługa.

Z przesiadką na alternatywę czekałem do samego końca. Pilnie śledziłem pojawiające się nowe rozwiązania i szukałem czegoś odpowiedniego dla siebie. Do tej pory namiętnie korzystałem z Reeder’a na mac’a i iPhone’a. Jest to aplikacja, która spełnia wszystkie moje wymagania co do przeglądania treści. Pozwala bardzo szybko przełączać się pomiędzy kolejnymi nowymi wiadomościami za pomocą skrótów klawiaturowych. Za pomocą skrótów można również bardzo szybko podejrzeć aktualność w Readability, przesłać do Pocket czy otworzyć w domyślnej przeglądarce. To wszystko powodowało, że przez natłok RSS’ów codziennie byłem w stanie przebić się w bardzo szybkim tempie. Kiedy developer ogłosił, że aplikacja dostanie wsparcie dla nowych metod synchronizacji treści bardzo się ucieszyłem. Wersja na iPhone już uzyskała aktualizację, niestety zgodnie z informacją sprzed kilku dni wersja na mac dostanie swoją aktualizacje “in following months”. To spowodowało, że musiałem poszukać alternatywy.

Swój nowy system przeglądania treści musiałem złożyć z trzech elementów:

  • aplikacji na iPhone
  • aplikacji na Mac
  • usługi synchronizującej rss’y pomiędzy tymi dwoma urządzeniami.

O ile wybór aplikacji na iPhone był oczywisty, o tyle dwa pozostałem elementy już takie nie były. Kilka miesięcy jakie dało Google na wypracowanie nowych rozwiązań okazało się niezbyt dużą ilością czasu bo nie wszyscy deweloperzy zdążyli z aktualizacjami swoich produktów na czas i nie wszystkie usługi są w pełni funkcjonalne.

Najpopularniejszą usługą synchronizacji zostało chyba Feedly. Próbowałem ich rozwiązania i zupełnie nie przypadło mi do gustu. W aplikacji webowej ciężko jest się zorientować gdzie czego szukać. Wiadomości według mnie są podane w sposób chaotyczny i co gorsza na tę chwilę nie ma żadnego klienta na mac. Przewidywana jest płatna wersja usługi z większa ilością funkcji, ale według mnie jeśli nie naprawią jej podstawowej funkcjonalności to będzie ona nie do użycia dla mnie. Przyglądałem się również Feed Wranglerowi, ale odrzucił mnie wygląd ich aplikacji webowej. Ostatecznie zdecydowałem się na FeedBin.

Feedbin

Feedbin jest usługą płatną, ale na niskim poziomie. Dwa dolary miesięcznie nie jest to majątek, a mamy mniejsze ryzyko, że aplikacja zniknie z dnia na dzień. Wczoraj autor aplikacji ogłosił, że dla nowych użytkowników cena wzrośnie do 3-ech dolarów. Pieniądze mają pójść na wybudowanie nowych funkcjonalności takich jak choćby wyszukiwanie. Trzeba przyznać, że otwartość developera budzi uznanie. To co mnie skłoniło do przesiadki na Feedbin to przede wszystkim wsparcie dla niego ze strony Reeder’a. Feedbin jest również całkiem atrakcyjny graficznie oraz ze strony aplikacji webowej jesteśmy w stanie przeglądać wiadomości w sposób znany z Reeder’a. Skróty klawiaturowe są wręcz niemal takie same. Jest to miły dodatek, który może się kiedyś przydać.

W celu zaimportowania naszych źródeł RSS do Feedbin musimy najpierw je wyeksportować z Google Readera. Jest to dosyć intuicyjnie przeprowadzony proces i nie powinien nikomu nastręczać trudności. Minusem jest to, że nie będziemy mieli zsynchronizowanych danych o nieprzeczytanych artykułach, ale mogę z tym żyć. Pod tym względem Feedly lepiej przeprowadza ten proces, ponieważ pozwala zalogować się swoim kontem Google i automatycznie pobiera wszystkie informacje o zawartości Google Readera.

Ostatni element układanki

Z ostatnim elementem swojego systemu miałem największy problem. Okazało się, że w tej chwili istnieje jeden tylko klient Feedbin na OS X. Jest to Readkit. Na pierwszy rzut oka przypomina Reeder’a co nastroiło mnie bardzo pozytywnie. W miarę używania mój nastrój się stopniowo zmieniał. Readkit umożliwia podłączenie wielu usług synchronizacji RSS takich jak Fever, Feed Wrangler, NewsBlur czy Feedbin. Posiada również wbudowanego klienta RSS jeśli nie potrzebujemy usługi synchronizacji. Pozwala również na podłączenie usługo do odkładania treści na później takich jak Pocket, Readability, Pinboard czy Delicious. Ja używam Pocket’a, ponieważ jest dla mnie najwygodniejszy i ma bardzo przyjemną aplikację na mac i iOS.

Możliwości na papierze Readkit ma duże, natomiast przy używaniu wychodzi, że jest dosyć toporny. Umożliwia przechodzenie pomiędzy artykułami za pomocą skrótów klawiszowych takich jak w Reeder’ze, natomiast jest jedna różnica – kiedy przechodzimy do kolejnego feed’u to Readkit od razu ładuje pierwszy artykuł. Nie jest to wielka wada, w sumie nie jest to nawet żadna wada – kwestia przyzwyczajenia po używaniu Reedera. Wadą natomiast jest to, że nie znalazłem, żadnej opcji skonfigurowania Readkit’a tak, żeby jednym klawiszem dodać artykuł do Pocket. W tej chwili interesujący artykuł muszę otworzyć w przeglądarce, a następnie za pomocą wtyczki do Chrome dodać go do Pocket.

Kolejną rzeczą, która mnie boli jest wygląd ReadKit’a. Oferuje on trzy skórki do wyboru, natomiast żądna nie jest wystarczająco przyjazna dla oka, żebym powiedział, że jest w porządku. Kto dzisiaj używa podwójnego podkreślenia pod nagłówkami? Kolumna tekstu, która jest ładowana przy każdym artykule jest dla mnie zdecydowanie za wąska. Jest ona za pewne dopasowana do domyślnie ustawionej czcionki, natomiast jeśli zmienimy czcionkę zgodnie ze swoimi preferencjami (ja ustawiłem taką jak w Reeder’ze) na przykład ją powiększymy, to kolumna tekstu robi się zdecydowanie za wąską. Po bokach kolumny mamy mnóstwo nie wykorzystanego miejsca, że aż się prosi o dodanie funkcji ustawiania szerokości kolumny (najlepiej według ilości znaków).

Przy pierwszej synchronizacji z Feedbin Readkit pobierał wszystkie nieprzeczytane wiadomości. Było tego dużo, ponieważ Feedbin nie pobiera z Google Readera informacji o przeczytanych wiadomościach, zatem wolumen pobieranych artykułów wynosił około 250 razy 20. Daje się tutaj we znaki brak wyraźnego znacznika synchronizacji w Readkit. Nie widać czy zostały już pobrane wszystkie wiadomości, czy jeszcze jest coś dociągane. Jedyne po czym można się zorientować to obciążenie procesora. Przy dużej ilości danych do synchronizacji aplikacja robi się zupełnie nie responsywna i miałem wrażenie, że się zawiesiła. Widać, że do działania wykorzystuje tylko jeden wątek procesora. Wydajność to jest kolejna rzecz, nad którą autor mógłby popracować.

Podsumowanie

Ma wrażenie, że przy migracji z Google Readera spadłem na 4 łapy. Jedna jest ewidentnie uszkodzona – Readkit jest najsłabszym ogniwem mojego nowego systemu. Wszystko wróci do normy kiedy autor Reeder’a na mac zaktualizuje go o obsługę Feedbin’a. Czekam na to z nadzieją i niecierpliwością.