Dzisiaj w Polsce zadebiutowała kolejna usługa streamowania. Tym razem do grona Deezera, Wimpa i Spotify dołączyło amerykańskie Rdio. Usługa jest hitem za oceanem. Miałem okazję poużywać jej trochę i oto moje wrażenia.

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że jestem użytkownikiem Spotify, dlatego wszelkie porównania będę robił do tego właśnie serwisu. Rdio po rejestracji oddaje nam do dyspozycji 14 dniowy okres próbny, podczas którego możemy korzystać z pełnej wersji usługi. Tutaj wskazówka – jeśli nie chce Wam zadziałać synchronizacja do telefonu z aplikacji desktopowej to należy ją zrestartować i będzie działać prawidłowo.

Miłym zaskoczeniem jest spolonizowanie serwisu. Strona dostępna jest w języku polskim, natomiast przy rejestracji jeden mail przychodzi jeszcze po angielsku. Witryna Rdio cierpi niestety na przypadłość, na którą napotyka się wiele polonizowanych serwisów, mianowicie czcionka użyta na stronie nie wspiera polskich znaków diakrytycznych.

Cena subskrypcji jest taka jak w przypadku Spotify, czyli za dostęp z komputera bez reklam zapłacimy 9,99 miesięcznie, a za dostęp z urządzeń mobilnych i słuchanie offline 19,99. Ceny zdecydowanie przystępne.

Pierwsze wrażenia mam bardzo pozytywne – szczególnie estetyczne. Aplikacja na mac’a i na iPhone’a wygląda tak jak powinno wyglądać Spotify i jak mam nadzieję będzie wyglądać iOS 7 ;). Jest po prostu pięknie. Po uruchomieniu możemy podziwiać typowy płaski design aplikacji. Wszelkie kontrolki są w odpowiednich miejscach i nie miałem najmniejszego problemu, żeby się odnaleźć w tej aplikacji. Pięknie wygląda widok listy nadchodzących utworów. Po prostu cudo. Spotify przy Rdio to na prawdę bardzo brzydka aplikacja.

rdio_2.png

Aplikacja na mac’a udostępnia również mini playera. Również jest on wykonany z dbałością o szczegóły i dla wielu może być to przydatna funkcja. Ja z reguły korzystam ze sterowania z poziomu klawiatury za pomocą aplikacji Simplify (polecam) i bardzo mi się spodobało, że ta aplikacja wspiera również Rdio.

rdio_1.png

Podczas testowania trafiłem na jedną rzecz, która mnie bardzo mile zaskoczyła. Na wszystkich aplikacjach jak i na stronie internetowej usługa zapisuje i synchronizuje czego ostatnio słuchaliśmy i jaką stację ostatnio mieliśmy ustawioną. Jeśli słuchamy muzyki i przy komputerze i chcemy wyjść to kiedy uruchomimy aplikację mobilną mamy ustawioną tę samą kolejkę odtwarzania. Muzyka może być odtwarzana tylko w jednym kliencie na raz co ewidentnie dla niektórych może być ograniczeniem. Autorzy usługi sprytnie opakowali to jednak w dodatkową funkcjonalność. Jeśli przykładowo naciśniemy pauzę w aplikacji na maca i uruchomimy aplikację na telefon i klikniemy odtwarzanie, to muzyka zacznie odtwarzać się na komputerze. Dopiero po kliknięciu odpowiedniego przycisku przestanie być odtwarzana na komputerze, a uruchomiona w telefonie,

Synchronizacja do urządzenia mobilnego jest czystą przyjemnością. Nie musimy tworzyć listy jak w Spotify i zaznaczać jej jako dostępnej w offline. Wystarczy, że w aplikacji desktopowej wybierzemy przy utworze czy albumie “Zsynchronizuj z urządzeniem mobilnym”. Tyle. W przypadku wykonywania tej operacji na telefonie wystarczy, że przytrzymamy chwilę palec na utworze czy albumie i mam dostępna tę samą opcję. Tak to powinno działać!

iphone_rdio.png

Nie ma jednak róży bez kolców. Główną wadą na tę chwilę wydaje mi się mocno ograniczony katalog utworów dostępny w Polsce. Przy dużej ilości albumów mamy informację, że nie jest on dostępny w naszej lokalizacji. Dotyczy to nawet albumów z czołówki listy najpopularniejszych. Jest jedna dziwna sprawa z tym związana. Rdio udostępnia możliwość rozpoznania, jaką muzykę mamy w iTunes i utworzenia z niej kolekcji w programie. Wiadomo, że całej muzyki nie rozpozna, choć po wykonaniu tej operacji u mnie twierdził inaczej. Dziwne jest jednak to, że przykładowo jeden album Slasha pokazał mi dwa razy i dwa razy jako niedostępny, natomiast wyszukując w serwisie ten album spokojnie mogę go znaleźć i posłuchać. Często ten sam album pojawia nam się dwa razy, a jedyna różnica między wersjami to oznaczenie “Explicit”, czyli zawartość wulgarnego słownictwa. Wydaje mi się również, że katalog muzyki Rdio ma mniejszy niż Spotify.

Drugą wadą według mnie jest to, że przy przechodzeniu między utworami mamy wyraźną pauzę. Nie jest to tak szybkie jak w Spotify. Jest to spowodowane pewnie tym, że utwór musi być zbuforowany, natomiast nie widzę powodu, dlaczego kolejnego utworu nie można buforować w tle.

Podsumowanie

Po pierwszym zachwycie wyglądem aplikacji Rdio byłem już gotowy przesiadać się ze Spotify. Wrażenia estetyczne są zdecydowanie lepsze niż w przypadku usługi skandynawskiego konkurenta. Potem przyszło otrzeźwienie w postaci dostępnej bazy utworów. Jak by aplikacja nie wyglądała to płacimy jednak za dostęp do muzyki i możliwość posłuchania ulubionego wykonawcy to podstawa. Nie mam ochoty non -stop natykać się na komunikaty o niedostępności danego albumu czy utworu. Może jest to tylko tymczasowe i zaraz dla naszej lokalizacji będą włączone brakujące albumy. Czas pokaze.